piątek, 10 lipca 2015

WYJAŚNIENIE

//Perspektywa Scorpion'a\\
Wróciłem z misji. Chciałem jak najszybciej przywitać się z moją żoną. Poszedłem do mojego pokoju. Nie było jej. W pewnym momencie usłyszałem hałas w głównej sali. Tak się za nią stęskniłem, iż pobiegłem do pomieszczenia. Z hukiem otworzyłem drzwi. Ten widok był straszny. Elizabeth leżała na podłodze. Na niej siedziała Mileena wyrywając jej kręgosłup. Nad nimi stała Kitana z Goro. Przerażające. Ten ból, który czułem w sercu, był nie do opisania. Rzuciłem kulą ognia w Kitanę, Goro i Mileenę. Upadli na ziemię. Byłem tak wściekły, że nie myślałem o niczym innym niż zabiciu ich. Wziąłem ciało mojej ukochanej na ręce. Pobiegłem do bramy. Spaliłem główną salę razem z nimi. Delikatnie odgarnąłem jej włosy z twarzy. Teleportowałem się do Johnny'ego. Położyłem zmasakrowaną Elizabeth na stolę.
-Co jej się stało?- spytał Johnny.
Nie mogłem nic odpowiedzieć. Łzy napłynęły mi do oczu.
-Czy ona żyje?-szepnąłem.
Mężczyzna zbadał moją kobietę.
-Nie. Mogę przeprowadzić sekcję zwłok, ponieważ coś mnie niepokoi?- powiedział.
-Możesz...-spojrzałem się na twarz Elizabeth.
Była zimna. Bez uczuć. Zakrwawiona. Martwa.
Cage rozciął brzuch mojej żony. Wyjął z niego malutki zarodek.
-Scorpion'ie, to było twoje dziecko- spojrzał na mnie.

Moje dziecko? Moje dziecko... To było moje dziecko! Straciłem moją miłość i dziecko. Życie straciło sens. Już nic nie jest ważne. Nie wytrzymałbym tutaj. Mam dość. Wyczarowałem kulę ognia. Rzuciłem nią sobie w klatkę piersiową. Obym spotkał się z moja Elizabeth. Kocham ją.