wtorek, 30 czerwca 2015

Koniec...

Były to obrączki. Gdy je podniosłam stało się coś dziwnego. Uniosły się naprzeciwko moich oczu. Ukazała mi się wizja. Mileena, która obudowuje jaskinię. Kitana, która zbiera swe wojsko. Goro, który robi się coraz mocniejszy. Wizja minęła. Czy to była przyszłość? Nie chcę w to wierzyć. Rzuciłam pierścionkami o podłogę i wyszłam. To było dla mnie za wiele. Usiadłam na krześle w sali głównej. Siedziałam zrozpaczona. W pewnym momencie wrócił Scorpion z Sub-zero. Mój narzeczony podbiegł do mnie.
-Kochanie, co się dzieje?- uklęknął przy mnie.
-Coś mi wpadło do oka- skłamałam.
Nie mogłam mu powiedzieć co zobaczyłam. Scorpion wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju.
-Zostań tu- położył mnie na łóżku i wyszedł.
Czekałam około godziny.
-Chodź ze mną- wyciągnął rękę.
Kierowaliśmy się w stronę sali głównej. Stanęliśmy przed wejściem.
-Zamknij oczy- szepnął.
Jeżeli mnie o to poprosił, nie sprawiałam problemu. Scorpion zaprowadził mnie do środka. Otworzyłam oczy. Cała sala była w białych ozdobach. Na środku stał wielki łuk weselny. Po bokach siedzieli goście. Mój narzeczony prowadził mnie pod łuk. Stał tam mężczyzna w kapeluszu. Zatrzymaliśmy się pod ołtarzem.
-Czy ty, Scorpion'ie, przysięgasz Elizabeth Swain: miłość, wierność, lojalność, ufność i uczciwość?-spytał mężczyzna.
-Przysięgam- odpowiedział.
-A czy ty, Elizabeth Swain przysięgasz Scorpionowi: miłość, wierność, lojalność, ufność i uczciwość?
-Przysięgam- odpowiedziałam.
-I, że cię nie opuszczę aż do śmierci- powiedzieliśmy oboje.
Założyliśmy sobie obrączki.
-Możecie się pocałować- oznajmił.
Ten pocałunek był niezwykły. Po ceremonii Scorpion od razu zabrał mnie do pokoju.
-Dlaczego nie świętujemy?- spytałam.
-Nie chcę świętować z nimi- dotknął mojego policzka.
Wpierw zjedliśmy tort weselny. Później spędziliśmy razem noc. Wspaniałą noc. Pierwszy raz obudziłam się obok Scorpion'a.
-Cześć- przywitałam się.
-Witaj księżniczko- przywitał się.
Nagle jego bransoleta zamigała.
-Elizabeth... misja...- powiedział i teleportował się.
Za pewne Sub-zero też nie ma. Stwierdziłam, iż znowu pójdę do lasu. Stanęłam przed bramą. Wszystkie wspomnienia związane z „kamieniem ostrza” powróciły. Uchyliłam bramę i wyszłam na zewnątrz. Moja serce przestało bić. Kilka metrów przede mną stał Goro. O wiele silniejszy niż wcześniej. Pobiegł do mnie. Uderzył mnie w twarz. Nastała ciemność. Wybudził mnie silny cios w potylice. Byłam w dziwnym pomieszczeniu, przykuta łańcuchami. Nade mną stał Goro. Była to jaskinia. Słyszałam drapanie o kamień. To Mileena. Jej kły były odrażające. Chciałam się wyrwać. Ona podbiegła do mnie. Zaczęła wyżerać mi ramię. Ten ból był nie do zniesienia. Zaczęłam krzyczeć. Nagle do jaskini weszła Kitana.
-Mileenko, teraz jej nie zjadaj. Później to zrobisz- zaśmiała się.
Mileena przestała. Trzymając mięso w ustach szepnęła „Delicious”. Bo był koszmar. Przynajmniej o tym marzyłam. Moi najgorsi wrogowie złączyli siły, aby mnie pokonać. Kitana stanęła nade mną z wachlarzem. Zaczęła podcinać mi krtań. Nagle wtrąciła się Mileena.
-Poczekaj. Mam lepsze miejsce- wszyscy się jej złapali.
Swoją ohydną dłonią dotknęła mojej twarzy. Znaleźliśmy się w sali głównej świątyni. Zapięli mnie w łańcuchy.
-To będzie odpowiednie miejsce- stwierdziła.
Goro podszedł do mnie i kopnął mnie w klatkę piersiową. Czułam jak moje żebra się łamią. Leżałam na podłodze bez ruchu. Wszystko mnie bolało. Nie miałam siły. W pewnym momencie Mileena zaczęła mnie dusić. Próbowałam się wyrwać.
-Zanim wykonasz ruch dobrze zastanów się nad nim, bo każdy łyk powietrza może być twoim ostatnim- powiedziała zaciskając coraz mocniej.
Nic nie miało sensu.
-Wiedz, że koniec nie będzie dla ciebie miły, a wszystkie najgorsze sny dzisiejszej nocy się spełniły- wreszcie puściła moje gardło.
Myślałam, że odpuściła. Myliłam się. Przekręciła moje ciało. Zaczęła wyżerać okolice kręgosłupa.
-Wejdź na łódkę, a ja jak Charon wezmę cię ze sobą. Dzień twoich urodzin będzie obchodzony żałobą- szepnęła wyrywając mi kawałek kręgosłupa.
Usłyszałam cichy śpiew...
„Come little children, I'll take thee away
into a land of enchantment.
Come little children the time's come to play,
here in my garden of shadows.

Follow sweet children, I'll show thee the way
through all the pain and the sorrows.
Weep not poor children for life is this way
murdering beauty and passion.

Hush now dear children, it must be this way
too weary of life and deceptions.
Rest now my children for soon we'll away
into the calm and the quite„


Żadnego bólu. Żadnych zmartwień. Żadnych łez. Dźwięk otwierających się drzwi, był ostatnim dźwiękiem, który usłyszałam. Poczułam wolność. Zawsze pragnęłam odnaleźć tą cienką granicę
między radą a uczciwością własnych emocji. Bo przecież jakże często wpadałam w wir wspomagania innych, słowem, radą, a bywa niestety tak, że to, co było dobre dla mnie, dla drugiego człowieka mogło okazać się zgubne. To dlatego właśnie szukałam w sobie tej prawdy ukrytej gdzieś głęboko w moich emocjach, moim doświadczeniu. Wierzyłam w to, że prawda ta zawsze leży gdzieś tam, na tej cienkiej linii, granicy faktów. Przede mną pojawiła się postać. Był to anioł. Wyciągnął do mnie dłoń. Poczułam się bezpieczna. Podałam rękę istocie...

niedziela, 28 czerwca 2015

Najsłabsze ogniwo (rozdział 17)

Ja mam iść na misję? Zanim zdążyłam powiedzieć co o tym myślę, byłam już w dziwnym miejscu. Było tam bardzo dużo ludzi z mocami. Wszyscy byli ustawieni w idealne szeregi. Nie wiedziałam co robić. Stanęłam na samym końcu. Nie wiedziałam, że Scorpion jest ich przywódcą.
-To jest najważniejsza wojna, którą dotychczas mieliśmy. Walczcie z całych sił- oznajmił.
Wszyscy stanęli na baczność.
-Do boju!- wskazał ręką na przeciwników.
Pobiegli z wielkim hukiem. Wiedziałam, że będę najsłabszym ogniwem. Na samym środku pola bitwy była szczelina z lawą w środku. Bałam się walczyć. Obserwowałam mężczyznę z opaską na oczach. Był niewidomy. Wiedziałam co czuł. Zauważyłam, że w jego stronę biegnie trzech zmutowanych ludzi. Nie mogłam tego tak zostawić. Pobiegłam do nich i ich zamroziłam. Jednego uderzyłam pięścią w twarz. Drugiego kopnęłam w brzuch. Ostatniemu odcięłam głowę lodowym mieczem. Ku mojemu zdziwieniu, rozpadli się na kawałeczki. Moją uwagę przyciągnęła kobieta szarżująca od tyłu na mojego mężczyznę. Nie widział jej. Stał tuż przy szczelinie. W ułamku sekundy popchnęła go z całej siły w szczelinę. Scorpion jednak nie dawał za wygraną. Złapał się łańcuchami ścian szczeliny. Stanął na ziemi i rzucił kulą ognia w rywalkę. Jej zwęglone ciało upadło. Podczas oglądania walki Scorpion'a dwie dziewczyny rzuciły we mnie sztyletami. Uniknęłam ich robiąc przewrót w tył. Wyczarowałam dwa lodowe pistolety i strzeliłam im w głowy. Obie upadły nieżywe. Nagle Scorpion przybiegł do mnie i chwycił mnie za rękę.
-Musisz wracać- przeniósł nas do świątyni.
-Muszę walczyć- zdenerwowałam się.
-To dla twojego dobra- pocałował mnie.

Znowu przeniósł się na pole walki. Zostałam sama. Zamartwiałam się nad życie. Chodziłam w kółko po pokoju. W pewnym momencie nadepnęłam na deskę. Delikatnie podniosła się. Postanowiłam ją zerwać. To co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach...


Obiecałam to dodaję. :3 Dzisiaj chyba już nie będzie rozdziału. ;c  

sobota, 27 czerwca 2015

Już wiem jak to jest (rozdział 16)

Upadłam na kolana. Czułam jakby moja twarz płonęła.
-Nic nie widzę- powiedziałam.
-Eli... trucizna wyżarła ci twarz razem z oczami- odpowiedział Sub-zero.
Poczułam na ramieniu męską dłoń. Ten mężczyzna wziął mnie na ręce.
-Kim jesteś?- spytałam cicho.
-To ja kochanie. Scorpion- szepnął.
Położył mnie na stolę.
-Przyniosę leki przeciwbólowe- powiedziała dziewczyna.
Usłyszałam, że ktoś otworzył drzwi.
-Co się dzieje?- spytał jakiś inny kobiecy głos.
-Sonya, jak dobrze, że jesteś. Elizabeth zaraziła się trucizną „kamienia ostrza”- powiedział Sub-zero.
Zawsze zastanawiałam się jak to jest, gdy nic nie widzisz. Teraz już wiem. Nie wiesz kto cię dotyka. Rozpoznajesz tylko głosy. Nie wiesz co się dzieje wokół ciebie. Jesteś zdany tylko na inne zmysły.
-Mamy ostatnią ampułkę lekarstwa- powiedziała Sonya, albo tamta dziewczyna. Sama nie wiem. Mają bardzo podobne głosy.
Poczułam ukłucie w przedramię.
-Za dwie godziny powinna odzyskać swoją twarz- powiedziała Sonya.
-Dziękuję- odpowiedział Scorpion.
Nawet nie chcę wiedzieć jak wygląda moja twarz. Raczej wyżarta dziura na miejscu mojej twarzy.
-Ja zostaję- usłyszałam głos Scorpion'a.
Po chwili ktoś usiadł na krześle obok mojego łóżka. Męska dłoń złapała mnie za rękę.
-Scorpion?- spytałam dla pewności.
-Tak, to ja. Jak się czujesz?
-Mniej boli, ale boję się, że już nie odzyskam twarzy. Już nigdy cię nie zobaczę- zapewne łzy spłynęły mi po policzkach, gdybym tylko je miała.
-Nawet tak nie mów. Wszystko będzie dobrze. Dalej będziemy szczęśliwi- pocieszał mnie.
Poczułam dziwny skurcz w okolicy czoła.
-Co się dzieje?- spytałam.
-Twoje czoło... odrodziło się- powiedział szczęśliwy.
Poczułam ulgę. Wszystko wraca do normy. Po kilku godzinach odzyskałam całą twarz. Bałam się otworzyć oczy. Bałam się mojego odbicia w lustrze. Scorpion zaprowadził mnie do łazienki.
-Otwórz oczy- szepnął.
Delikatnie podniosłam powieki. Moja twarz była z powrotem. Nagle wbiegł Sub-zero.

-Musimy iść na niebezpieczną misję. Wszyscy!


Kolejny rozdział. :3 Jutro, do południa, będzie następny. :D

Nie da się tego opisać... (rozdział 15)

Połowa mojej twarzy była wyżarta. Było widać tylko czarno czerwoną dziurę. Wyglądałam jak potwór. Powinnam komuś o ty powiedzieć? Na pewno nie Scorpion'owi. Powiem Sub-zero. Zaczesałam włosy na twarz i poszłam do głównej sali. Siedział tam Scorpion z Sub-zero. Podeszłam do nich.
-Mogę cię na chwilę poprosić?- spojrzałam na mojego brata.
-Już idę- wstał i poszliśmy do jego pokoju.
Zamknęłam drzwi i spojrzałam mu w oczy.
-Nie mów o tym Scorpion'owi- powiedziałam i odgarnęłam włosy z twarzy. Sub-zero nie mógł uwierzyć w to co widzi.
-Jak to się stało?- spytał z niedowierzaniem.
-Upadłam i uderzyłam głową o kamień- wytłumaczyłam.
-Pokaż mi jaki kamień- otworzył drzwi i spojrzał na mnie.
Aby wyjść przez bramę musieliśmy przejść przez salę główną. Pewnie weszłam do pomieszczenia. Nie pomyślałam, że mogłam zapomnieć o zakryciu twarzy. A jednak... Scorpion spojrzał się na mnie. Wstał i podbiegł do mnie. Dopiero wtedy zorientowałam się, że nie zasłoniłam rany.
-Elizabeth... jak?- spytał zszokowany.
-Upadłam- powiedziałam i zakryłam dziurę włosami.
-Eli, musimy iść- wtrącił się Sub-zero.
Podeszłam do niego i skierowaliśmy się do bramy. Delikatnie uchylając ją wyszliśmy z świątyni. Ten kamień był charakterystyczny. Miał jeden ostry kant. Podniosłam go z ziemi i pokazałam mojemu bratu. Spojrzał na niego...
-To zaginiony „kamień ostrza”. Całe szczęście, że pokazałaś mi tą ranę. Po kilku dniach wyżarło by ci całą skórę, później mięśnie, a następnie kości- przytulił mnie.
-Musimy natychmiast iść do Cage'a- stwierdził Scorpion.
Mężczyzna złapał mnie za rękę. Sub-zero już się teleportował.
-Proszę, nie ukrywaj takich rzeczy przede mną. Możemy sobie zaufać, kochanie?- spojrzał na mnie.
-Możemy- odpowiedziałam.
-Kocham cię- pocałował mnie.
Przenieśliśmy się do Johnny'ego. Byliśmy w pomieszczeniu, w którym mnie uratowali. Przywitała nas dziewczyna.
-Taty nie ma. Jest na misji- powiedziała i zrobiłam balona z gumy do żucia.
Odsłoniłam twarz. Dziewczyna spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
-Mówi co coś „kamień ostrza”? Elizabeth upadła i uderzyła o niego głową- wytłumaczył jej Sub-zero.

Nagle poczułam ogromny ból w twarzy. Nie mogłam wytrzymać. Zaczęłam krzyczeć. Nigdy tak się nie czułam. Nie da się tego opisać...


Postaram się napisać dzisiaj jeszcze jeden rozdział, ale nie obiecuję. :3 Podoba się ? :D

piątek, 26 czerwca 2015

Zwykła rana... na pewno? (rozdział 14)

Mężczyzna z czarnymi włosami na czubku głowy związanymi w kucyk, dwiema parami rąk o jasnej karnacji wpatrywał się we mnie. Stałam jak wryta w ziemie. W tym momencie rzucił się w moją stronę uderzając mnie w brzuch. Przewróciłam się uderzając głową o kamień. Po mojej twarzy zaczął lecieć strumień krwi. Próbowałam go zamrozić, lecz on unikał każdego mojego ataku. Nagle brama uchyliła się. Goro zniknął w mroku lasu. Aby uniknąć pytań zakryłam krew włosami. W drzwiach stanął Scorpion. Podszedł do mnie i delikatnie włożył mi kolczyki do uszu. Wyczarowałam kawałek lody, żebym mogła się w nim przejrzeć. Były piękne. Sięgały do ramion. Na końcówkach były małe kuleczki z płatkiem śniegu w środku.
-Już nie wiem jak mam ci dziękować- spojrzałam mu w oczy.
-Twój uśmiech to najlepsze podziękowanie- odpowiedział i przytulił mnie.
-Wracamy?- spytał.
-Jasne, ale muszę iść na chwilkę do toalety- pobiegłam w stronę pomieszczenia.
Muszę zmyć tą krew. Stanęłam przed lustrem i odgarnęłam włosy. Rana wyglądała okropnie. Delikatnie umyłam zranione miejsce i zmyłam krew z twarzy. Na szczęście rana była pod włosami, więc nie była widoczna. Skierowałam się do pokoju Scorpion'a. Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Nie miałam ochoty już z nikim rozmawiać. Położyłam się na łóżku i usnęłam. Myślałam, że przez noc ból głowy zniknie. Myliłam się. Rano bolało jeszcze bardziej. Scorpion'a nie było w pomieszczeniu, więc udałam się do łazienki. Spoglądając w lustro od razu zauważyłam zranione miejsce. Dziura powiększała się. Musiałam zaczesać włosy delikatnie na twarz, żeby zasłaniały ranę. Przed łazienką czekał na mnie Sub-zero.
-Jak spałaś siostrzyczko?- spytał.
-Bardzo dobrze. Zapytałabym o to samo, lecz wiem, że ty nie sypiasz- odpowiedziałam uśmiechnięta.
Uśmiech niestety był wymuszony. Ten ból sprawiał, że nie miałam ochoty na jakąkolwiek rozmowę. Cały czas byłam zmęczona.
-Sub-zero mogę zdrzemnąć się w twoim łóżku?- spytałam.
-Jasne, zapraszam- odprowadził mnie pod drzwi pokoju.

Leżałam na łóżku. Nie mogłam zasnąć. Przez ten ból nie mogłam nawet myśleć. Zaczęłam szukać po szufladach środków przeciwbólowych. Szukałam dość dłuższy czas. W końcu znalazłam. Wzięłam trzy tabletki i położyłam się z powrotem do łóżka. Wreszcie zasnęłam. Ze snu wytrącił mnie ból w okolicach twarzy. Szybko pobiegłam do łazienki. W lustrze zobaczyłam to, czego nigdy nie chciałabym zobaczyć... 



Wiem, że późno, ale dzisiaj będzie jeszcze jeden. :3 POLSAT! :D 

czwartek, 25 czerwca 2015

Miłość zawsze zwycięża (rozdział 13)

Stałam nie wiedzą co zrobić. Ja jeszcze nie chcę. To dla mnie za wiele. Byłam taka szczęśliwa, a zarazem smutna. Jak mam mu powiedzieć, że nie dam rady?
-Muszę to przemyśleć- odpowiedziałam prawie płacząc.
Ale czy to był płacz szczęścia? A może smutku? Sama nie wiem.
Scorpion wstał i wyszedł. Stałam wryta w ziemię. Na pewno był to płacz smutku. Wyszłam z pomieszczenia. Skierowałam się do pokoju Sub-zero. Stanęłam w drzwiach. Czytał książkę. Był taki szczęśliwy. Dlaczego miałam to zniszczyć? Poszłam do wyjścia. Ogromna brama. Delikatnie ją uchyliłam. Las. Wszędzie las. Nie mam innego wyboru. Weszłam w mrok. Niekończący się mrok. Szłam zastanawiając się co zrobić. Czy powinnam się zgodzić? Odmówić? Przecież kocham go nad życie. Muszę wrócić i powiedzieć mu, że się zgadzam. Jednak... jak mam wrócić? Zgubiłam się. Wiem! Wyczarowałam pod sobą słup lodu, który uniósł mnie ponad las. Z oddali zobaczyłam świątynię. Zrobiłam most kończący się przy bramie. W pewnym momencie poślizgnęłam się. Po chwili znalazłam się po drugiej stronie mostu. Odwrócona zatrzymałam się o czyjeś nogi. Odgarnęłam włosy z twarzy i spojrzałam za siebie. To był Scorpion.
-Elizabeth, co się stało?- spytał przerażony i pomógł mi wstać.
-Spacerowałam w lesie i zastanawiałam się co zrobić.
-Proszę, nie chodź tam nigdy więcej. Jest tam bardzo niebezpiecznie. Żyje tam Goro. Zrób to dla mnie- złapał mnie za rękę.
-Przemyślałam to wszystko. Chcę być z tobą. Zgadzam się- przytuliłam się do Scorpion'a.
On włożył mi na palec piękny pierścionek.

-Tak bardzo tego pragnąłem. Marzyłem o tym od początku. Kocham cię- pocałował mnie.
-Poczekaj tu dobrze. Mam coś dla ciebie- dodał i pobiegł do świątyni.

Nagle coś poruszyło się w krzakach. Gwałtownie się odwróciłam. Zobaczyłam tylko parę świecących oczu. W pewnym momencie coś wyskoczyło z mroku. To był Goro.


Kolejny rozdział na dziś. :3 Co zrobi Elizabeth? Piszcie :D

Jak mogłam zapomnieć? (rozdział 12)

Gdzie oni są? Bałam się. Wpierw poszłam do kuchni. Nikogo nie było. Następnie udałam się do głównej sali. Było bardzo ciemno. Zapaliłam światło. Wszędzie były kolorowe balony, na suficie wysiał napis „Wszystkiego najlepszego Elizabeth”, a na stolę leżały dwa prezenty. Wśród tego wszystkiego stał Sub-zero i Scorpion.
-Wszystkiego najlepszego Elizabeth!- krzyknęli.
Zaniemówiłam. Mój brat podbiegł do mnie i uściskał mnie.
-Zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń i wszystkiego co tylko sobie zapragniesz- złożył mi życzenia.
Dalej nie wiedziałam o co chodzi. Podszedł Scorpion i mnie pocałował.
-Dzisiaj twoje urodziny. Wiesz, że cię kocham. Życzę ci wszystkiego co zechcesz tylko, żebyś była szczęśliwa- przytulił mnie.
Dzisiaj są moje urodziny? Faktycznie... 16 maj. Jak mogłam zapomnieć?
-Eli, chodźmy zobaczyć prezenty – zaproponował szczęśliwy Sub-zero.
Pobiegł po jedną paczkę i mi ją wręczył. W środku była róża. Czerwona, zamarznięta róża.

Prześliczna.
-Jest piękna. Dziękuję- popatrzyłam mu w oczy.
-Ja też mam coś dla ciebie- Scorpion dał mi paczkę.
Delikatnie otworzyłam. Była tam sukienka. Błękitna sukienka.

-Wow... dziękuję- przytuliłam go.
-To jest twój dzień. Spędź go jak chcesz. Ja muszę jechać na misję. Przepraszam- powiedział mój brat i się teleportował.
-Co chcesz dzisiaj robić- spytał mnie Scorpion.
-Spędzić cały dzień z tobą.
Poszliśmy do naszego pokoju. W pewnym momencie Scorpion uklęknął przede mną. Wyciągnął z kieszeni pudełeczko.

-Elizabeth, wyjdziesz za mnie?...


Rozdział troszkę krótki, ale dzisiaj będzie następny. :D Co odpowie Elizabeth ? :3 I am Polsat ! :D