środa, 11 listopada 2015

"Całą noc..." (rozdział 19)

"-Serce lodu,
-pióro Feniksa,
-Pierścień Zagłady.”
Gdzie ja znajdę te rzeczy? Odłożyłem książkę i zakryłem twarz dłońmi. Poczułem się bezsilny.
-Wiem gdzie można znaleźć te rzeczy- powiedziała uśmiechnięta Clementine.
-Naprawdę?- nie dowierzałem.
-Najłatwiej jest zdobyć pióro Feniksa. Kotal Kahn ma jednego ptaka tego gatunku. Nazywa się Lilith- spojrzała na mnie ciepłym wzrokiem.
-Co zresztą rzeczy?
-Pierścień Zagłady ma Ermac, lecz strzeże go jak oka w głowie. Serce lodu to serce Frost. Musisz ją zabić, aby wziąć składnik- uśmiechnęła się.
-Skąd to wszystko wiesz?
-Od Elizabeth- spojrzała na regał z książkami.
Wstałem i podszedłem do dziewczynki. Położyłem dłoń na jej ramieniu. Teleportowaliśmy się do komnaty Kotal Kahn'a.
-Co cię tu sprowadza Scorpionie?- spytał serdecznym głosem mężczyzna.
-Moja żona nie żyje. Poznałem składniki, żeby ją odzyskać- rzekłem.
-Czego potrzebujesz?
-Jednego z piór twojego ptaka- powiedziałem poważnie.
Kotal Kahn zawołał donośnym głosem Lilith. Ptak usiadł mu na ramieniu i mężczyzna wyrwał mu jedno płonące pióro. Wręczył mi je.
-Jestem ci dozgonnie wdzięczny. Żegnaj- spojrzałem mężczyźnie w oczy.
-Dowidzenia przyjacielu- uśmiechnął się.
Od razu teleportowałem się z Clemetine do jaskini Ermac'a.
-Czego chcesz Scorpionie?- spytał zdenerwowany Ermac.
-Potrzebuję twojej pomocy- rzekłem.
-Ha! Niczego ode mnie nie dostaniesz!-krzyknął drwiącym tonem.
Nagle Clementine podeszła do niego. Spojrzała mu prosto w oczy. Mężczyzna upadł. Dziewczynka zdjęła mu pierścień z palca i dała go mi. Byłem w wielkim szoku. Pocałowałem ją w czoło. Udaliśmy się do Frost. Wiedziałem, że to nie będzie miła wizyta. Dla mnie.
-Kochanie!-rzuciła mi się na szyję Frost.
Odsunąłem się od niej.
-Cały czas jesteś taki oziębły- zasmuciła się.
-Nigdy cię nie pokocham- rzuciłem srogie spojrzenie.
-Potrzebuję twojego serca- dodałem.
-Żeby je zdobyć musisz mnie pocałować. Namiętnie. Musisz zostać na noc. Całą noc... 

sobota, 15 sierpnia 2015

INFORMACJA

Przepraszam, że nie ma rozdziałów, ale jest tak gorąco, iż nie mogę myśleć. Gdy zrobi się chłodniej od razu zaczynam pisać dalej. :D Spokojnie. c: Nie skończę z pisaniem. ^^

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Clementine (rozdział 18)

Przeniosłem się do dziwnego miejsca. Dziwnego, a zarazem pięknego. Wyglądało jak niebo. Lecz czy to było niebo? Sam nie wiem. Rozejrzałem się dookoła. W oddali, przede mną, stała jakaś postać. Widziałem jedynie jej zarys. Usłyszałem głos Elizabeth „Scorpion...”. Zacząłem biec. Biec w jej stronę. Zbliżałem się. Z każdym kolejnym krokiem widziałem więcej. Obok postaci stała druga, o wiele niższa, postać. Biegłem ile sił w nogach. Po chwili zobaczyłem ich twarze. To była Elizabeth z jakąś dziewczynką. Rzuciłem się w ramiona mojej ukochanej. Mogłem poczuć jej bliskość. Jej oddech. Jej zapach. Lecz nie czułem jej bicia serca.
-Mamo, mamo, kto to jest?-spytała dziewczynka.
„Mamo”?
Elizabeth kucnęła przy niej. Pogłaskała ją po głowie z uśmiechem.
-To jest twój tatuś, kochanie- szepnęła.
Po chwili wstała i spojrzała mi prosto w oczy.
-To twoja córka, Clementine- złapała mnie za ręce.
Jej głos był taki spokojny. Czuły.
-Właściwie jak się tu dostałeś?- spytała.
-Nieważne. Najważniejsze jest to, że mogę tu zostać- uśmiechnąłem się.
-Nie możesz- jej głos się zmienił.
Teraz był ostry.
-Ty i Clementine musicie wrócić na Ziemię- spojrzała na mnie srogo.
-Zostaję- odwzajemniłem spojrzenie.
Nagle Elizabeth popchnęła mnie i dziewczynkę. Staliśmy obok siebie. Moja ukochana szeptała jakieś zdania. Jej oczy zrobiły się białe. Jej twarz nie miała uczuć. Była zimna. Tak samo jak widziałem ją ostatni raz.
-Elizabeth, nie!- krzyknąłem.
Po chwili byłem w normalnym świecie. Leżałem na stole u Cage'a. Obok stała ta dziewczynka. Miała piękne, długie białe włosy. Była szczupła nawet za bardzo.
-Clementine... masz oczy po mamie- pogłaskałem ją po twarzy.

Była tak ciepła jak Elizabeth. Przypominała ją. Za bardzo. Złapałem ją za rękę i teleportowałem nas do świątyni. Znaleźliśmy się w bibliotece. Właśnie tutaj chciałem się znaleźć. Zacząłem szukać książki. Na półce stała ta- „O śmierci i zaświatach”. Właśnie tego szukałem. Od razu znalazłem rozdział o przywracaniu kogoś do życia.  

piątek, 10 lipca 2015

WYJAŚNIENIE

//Perspektywa Scorpion'a\\
Wróciłem z misji. Chciałem jak najszybciej przywitać się z moją żoną. Poszedłem do mojego pokoju. Nie było jej. W pewnym momencie usłyszałem hałas w głównej sali. Tak się za nią stęskniłem, iż pobiegłem do pomieszczenia. Z hukiem otworzyłem drzwi. Ten widok był straszny. Elizabeth leżała na podłodze. Na niej siedziała Mileena wyrywając jej kręgosłup. Nad nimi stała Kitana z Goro. Przerażające. Ten ból, który czułem w sercu, był nie do opisania. Rzuciłem kulą ognia w Kitanę, Goro i Mileenę. Upadli na ziemię. Byłem tak wściekły, że nie myślałem o niczym innym niż zabiciu ich. Wziąłem ciało mojej ukochanej na ręce. Pobiegłem do bramy. Spaliłem główną salę razem z nimi. Delikatnie odgarnąłem jej włosy z twarzy. Teleportowałem się do Johnny'ego. Położyłem zmasakrowaną Elizabeth na stolę.
-Co jej się stało?- spytał Johnny.
Nie mogłem nic odpowiedzieć. Łzy napłynęły mi do oczu.
-Czy ona żyje?-szepnąłem.
Mężczyzna zbadał moją kobietę.
-Nie. Mogę przeprowadzić sekcję zwłok, ponieważ coś mnie niepokoi?- powiedział.
-Możesz...-spojrzałem się na twarz Elizabeth.
Była zimna. Bez uczuć. Zakrwawiona. Martwa.
Cage rozciął brzuch mojej żony. Wyjął z niego malutki zarodek.
-Scorpion'ie, to było twoje dziecko- spojrzał na mnie.

Moje dziecko? Moje dziecko... To było moje dziecko! Straciłem moją miłość i dziecko. Życie straciło sens. Już nic nie jest ważne. Nie wytrzymałbym tutaj. Mam dość. Wyczarowałem kulę ognia. Rzuciłem nią sobie w klatkę piersiową. Obym spotkał się z moja Elizabeth. Kocham ją. 

wtorek, 30 czerwca 2015

Koniec...

Były to obrączki. Gdy je podniosłam stało się coś dziwnego. Uniosły się naprzeciwko moich oczu. Ukazała mi się wizja. Mileena, która obudowuje jaskinię. Kitana, która zbiera swe wojsko. Goro, który robi się coraz mocniejszy. Wizja minęła. Czy to była przyszłość? Nie chcę w to wierzyć. Rzuciłam pierścionkami o podłogę i wyszłam. To było dla mnie za wiele. Usiadłam na krześle w sali głównej. Siedziałam zrozpaczona. W pewnym momencie wrócił Scorpion z Sub-zero. Mój narzeczony podbiegł do mnie.
-Kochanie, co się dzieje?- uklęknął przy mnie.
-Coś mi wpadło do oka- skłamałam.
Nie mogłam mu powiedzieć co zobaczyłam. Scorpion wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju.
-Zostań tu- położył mnie na łóżku i wyszedł.
Czekałam około godziny.
-Chodź ze mną- wyciągnął rękę.
Kierowaliśmy się w stronę sali głównej. Stanęliśmy przed wejściem.
-Zamknij oczy- szepnął.
Jeżeli mnie o to poprosił, nie sprawiałam problemu. Scorpion zaprowadził mnie do środka. Otworzyłam oczy. Cała sala była w białych ozdobach. Na środku stał wielki łuk weselny. Po bokach siedzieli goście. Mój narzeczony prowadził mnie pod łuk. Stał tam mężczyzna w kapeluszu. Zatrzymaliśmy się pod ołtarzem.
-Czy ty, Scorpion'ie, przysięgasz Elizabeth Swain: miłość, wierność, lojalność, ufność i uczciwość?-spytał mężczyzna.
-Przysięgam- odpowiedział.
-A czy ty, Elizabeth Swain przysięgasz Scorpionowi: miłość, wierność, lojalność, ufność i uczciwość?
-Przysięgam- odpowiedziałam.
-I, że cię nie opuszczę aż do śmierci- powiedzieliśmy oboje.
Założyliśmy sobie obrączki.
-Możecie się pocałować- oznajmił.
Ten pocałunek był niezwykły. Po ceremonii Scorpion od razu zabrał mnie do pokoju.
-Dlaczego nie świętujemy?- spytałam.
-Nie chcę świętować z nimi- dotknął mojego policzka.
Wpierw zjedliśmy tort weselny. Później spędziliśmy razem noc. Wspaniałą noc. Pierwszy raz obudziłam się obok Scorpion'a.
-Cześć- przywitałam się.
-Witaj księżniczko- przywitał się.
Nagle jego bransoleta zamigała.
-Elizabeth... misja...- powiedział i teleportował się.
Za pewne Sub-zero też nie ma. Stwierdziłam, iż znowu pójdę do lasu. Stanęłam przed bramą. Wszystkie wspomnienia związane z „kamieniem ostrza” powróciły. Uchyliłam bramę i wyszłam na zewnątrz. Moja serce przestało bić. Kilka metrów przede mną stał Goro. O wiele silniejszy niż wcześniej. Pobiegł do mnie. Uderzył mnie w twarz. Nastała ciemność. Wybudził mnie silny cios w potylice. Byłam w dziwnym pomieszczeniu, przykuta łańcuchami. Nade mną stał Goro. Była to jaskinia. Słyszałam drapanie o kamień. To Mileena. Jej kły były odrażające. Chciałam się wyrwać. Ona podbiegła do mnie. Zaczęła wyżerać mi ramię. Ten ból był nie do zniesienia. Zaczęłam krzyczeć. Nagle do jaskini weszła Kitana.
-Mileenko, teraz jej nie zjadaj. Później to zrobisz- zaśmiała się.
Mileena przestała. Trzymając mięso w ustach szepnęła „Delicious”. Bo był koszmar. Przynajmniej o tym marzyłam. Moi najgorsi wrogowie złączyli siły, aby mnie pokonać. Kitana stanęła nade mną z wachlarzem. Zaczęła podcinać mi krtań. Nagle wtrąciła się Mileena.
-Poczekaj. Mam lepsze miejsce- wszyscy się jej złapali.
Swoją ohydną dłonią dotknęła mojej twarzy. Znaleźliśmy się w sali głównej świątyni. Zapięli mnie w łańcuchy.
-To będzie odpowiednie miejsce- stwierdziła.
Goro podszedł do mnie i kopnął mnie w klatkę piersiową. Czułam jak moje żebra się łamią. Leżałam na podłodze bez ruchu. Wszystko mnie bolało. Nie miałam siły. W pewnym momencie Mileena zaczęła mnie dusić. Próbowałam się wyrwać.
-Zanim wykonasz ruch dobrze zastanów się nad nim, bo każdy łyk powietrza może być twoim ostatnim- powiedziała zaciskając coraz mocniej.
Nic nie miało sensu.
-Wiedz, że koniec nie będzie dla ciebie miły, a wszystkie najgorsze sny dzisiejszej nocy się spełniły- wreszcie puściła moje gardło.
Myślałam, że odpuściła. Myliłam się. Przekręciła moje ciało. Zaczęła wyżerać okolice kręgosłupa.
-Wejdź na łódkę, a ja jak Charon wezmę cię ze sobą. Dzień twoich urodzin będzie obchodzony żałobą- szepnęła wyrywając mi kawałek kręgosłupa.
Usłyszałam cichy śpiew...
„Come little children, I'll take thee away
into a land of enchantment.
Come little children the time's come to play,
here in my garden of shadows.

Follow sweet children, I'll show thee the way
through all the pain and the sorrows.
Weep not poor children for life is this way
murdering beauty and passion.

Hush now dear children, it must be this way
too weary of life and deceptions.
Rest now my children for soon we'll away
into the calm and the quite„


Żadnego bólu. Żadnych zmartwień. Żadnych łez. Dźwięk otwierających się drzwi, był ostatnim dźwiękiem, który usłyszałam. Poczułam wolność. Zawsze pragnęłam odnaleźć tą cienką granicę
między radą a uczciwością własnych emocji. Bo przecież jakże często wpadałam w wir wspomagania innych, słowem, radą, a bywa niestety tak, że to, co było dobre dla mnie, dla drugiego człowieka mogło okazać się zgubne. To dlatego właśnie szukałam w sobie tej prawdy ukrytej gdzieś głęboko w moich emocjach, moim doświadczeniu. Wierzyłam w to, że prawda ta zawsze leży gdzieś tam, na tej cienkiej linii, granicy faktów. Przede mną pojawiła się postać. Był to anioł. Wyciągnął do mnie dłoń. Poczułam się bezpieczna. Podałam rękę istocie...

niedziela, 28 czerwca 2015

Najsłabsze ogniwo (rozdział 17)

Ja mam iść na misję? Zanim zdążyłam powiedzieć co o tym myślę, byłam już w dziwnym miejscu. Było tam bardzo dużo ludzi z mocami. Wszyscy byli ustawieni w idealne szeregi. Nie wiedziałam co robić. Stanęłam na samym końcu. Nie wiedziałam, że Scorpion jest ich przywódcą.
-To jest najważniejsza wojna, którą dotychczas mieliśmy. Walczcie z całych sił- oznajmił.
Wszyscy stanęli na baczność.
-Do boju!- wskazał ręką na przeciwników.
Pobiegli z wielkim hukiem. Wiedziałam, że będę najsłabszym ogniwem. Na samym środku pola bitwy była szczelina z lawą w środku. Bałam się walczyć. Obserwowałam mężczyznę z opaską na oczach. Był niewidomy. Wiedziałam co czuł. Zauważyłam, że w jego stronę biegnie trzech zmutowanych ludzi. Nie mogłam tego tak zostawić. Pobiegłam do nich i ich zamroziłam. Jednego uderzyłam pięścią w twarz. Drugiego kopnęłam w brzuch. Ostatniemu odcięłam głowę lodowym mieczem. Ku mojemu zdziwieniu, rozpadli się na kawałeczki. Moją uwagę przyciągnęła kobieta szarżująca od tyłu na mojego mężczyznę. Nie widział jej. Stał tuż przy szczelinie. W ułamku sekundy popchnęła go z całej siły w szczelinę. Scorpion jednak nie dawał za wygraną. Złapał się łańcuchami ścian szczeliny. Stanął na ziemi i rzucił kulą ognia w rywalkę. Jej zwęglone ciało upadło. Podczas oglądania walki Scorpion'a dwie dziewczyny rzuciły we mnie sztyletami. Uniknęłam ich robiąc przewrót w tył. Wyczarowałam dwa lodowe pistolety i strzeliłam im w głowy. Obie upadły nieżywe. Nagle Scorpion przybiegł do mnie i chwycił mnie za rękę.
-Musisz wracać- przeniósł nas do świątyni.
-Muszę walczyć- zdenerwowałam się.
-To dla twojego dobra- pocałował mnie.

Znowu przeniósł się na pole walki. Zostałam sama. Zamartwiałam się nad życie. Chodziłam w kółko po pokoju. W pewnym momencie nadepnęłam na deskę. Delikatnie podniosła się. Postanowiłam ją zerwać. To co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach...


Obiecałam to dodaję. :3 Dzisiaj chyba już nie będzie rozdziału. ;c  

sobota, 27 czerwca 2015

Już wiem jak to jest (rozdział 16)

Upadłam na kolana. Czułam jakby moja twarz płonęła.
-Nic nie widzę- powiedziałam.
-Eli... trucizna wyżarła ci twarz razem z oczami- odpowiedział Sub-zero.
Poczułam na ramieniu męską dłoń. Ten mężczyzna wziął mnie na ręce.
-Kim jesteś?- spytałam cicho.
-To ja kochanie. Scorpion- szepnął.
Położył mnie na stolę.
-Przyniosę leki przeciwbólowe- powiedziała dziewczyna.
Usłyszałam, że ktoś otworzył drzwi.
-Co się dzieje?- spytał jakiś inny kobiecy głos.
-Sonya, jak dobrze, że jesteś. Elizabeth zaraziła się trucizną „kamienia ostrza”- powiedział Sub-zero.
Zawsze zastanawiałam się jak to jest, gdy nic nie widzisz. Teraz już wiem. Nie wiesz kto cię dotyka. Rozpoznajesz tylko głosy. Nie wiesz co się dzieje wokół ciebie. Jesteś zdany tylko na inne zmysły.
-Mamy ostatnią ampułkę lekarstwa- powiedziała Sonya, albo tamta dziewczyna. Sama nie wiem. Mają bardzo podobne głosy.
Poczułam ukłucie w przedramię.
-Za dwie godziny powinna odzyskać swoją twarz- powiedziała Sonya.
-Dziękuję- odpowiedział Scorpion.
Nawet nie chcę wiedzieć jak wygląda moja twarz. Raczej wyżarta dziura na miejscu mojej twarzy.
-Ja zostaję- usłyszałam głos Scorpion'a.
Po chwili ktoś usiadł na krześle obok mojego łóżka. Męska dłoń złapała mnie za rękę.
-Scorpion?- spytałam dla pewności.
-Tak, to ja. Jak się czujesz?
-Mniej boli, ale boję się, że już nie odzyskam twarzy. Już nigdy cię nie zobaczę- zapewne łzy spłynęły mi po policzkach, gdybym tylko je miała.
-Nawet tak nie mów. Wszystko będzie dobrze. Dalej będziemy szczęśliwi- pocieszał mnie.
Poczułam dziwny skurcz w okolicy czoła.
-Co się dzieje?- spytałam.
-Twoje czoło... odrodziło się- powiedział szczęśliwy.
Poczułam ulgę. Wszystko wraca do normy. Po kilku godzinach odzyskałam całą twarz. Bałam się otworzyć oczy. Bałam się mojego odbicia w lustrze. Scorpion zaprowadził mnie do łazienki.
-Otwórz oczy- szepnął.
Delikatnie podniosłam powieki. Moja twarz była z powrotem. Nagle wbiegł Sub-zero.

-Musimy iść na niebezpieczną misję. Wszyscy!


Kolejny rozdział. :3 Jutro, do południa, będzie następny. :D

Nie da się tego opisać... (rozdział 15)

Połowa mojej twarzy była wyżarta. Było widać tylko czarno czerwoną dziurę. Wyglądałam jak potwór. Powinnam komuś o ty powiedzieć? Na pewno nie Scorpion'owi. Powiem Sub-zero. Zaczesałam włosy na twarz i poszłam do głównej sali. Siedział tam Scorpion z Sub-zero. Podeszłam do nich.
-Mogę cię na chwilę poprosić?- spojrzałam na mojego brata.
-Już idę- wstał i poszliśmy do jego pokoju.
Zamknęłam drzwi i spojrzałam mu w oczy.
-Nie mów o tym Scorpion'owi- powiedziałam i odgarnęłam włosy z twarzy. Sub-zero nie mógł uwierzyć w to co widzi.
-Jak to się stało?- spytał z niedowierzaniem.
-Upadłam i uderzyłam głową o kamień- wytłumaczyłam.
-Pokaż mi jaki kamień- otworzył drzwi i spojrzał na mnie.
Aby wyjść przez bramę musieliśmy przejść przez salę główną. Pewnie weszłam do pomieszczenia. Nie pomyślałam, że mogłam zapomnieć o zakryciu twarzy. A jednak... Scorpion spojrzał się na mnie. Wstał i podbiegł do mnie. Dopiero wtedy zorientowałam się, że nie zasłoniłam rany.
-Elizabeth... jak?- spytał zszokowany.
-Upadłam- powiedziałam i zakryłam dziurę włosami.
-Eli, musimy iść- wtrącił się Sub-zero.
Podeszłam do niego i skierowaliśmy się do bramy. Delikatnie uchylając ją wyszliśmy z świątyni. Ten kamień był charakterystyczny. Miał jeden ostry kant. Podniosłam go z ziemi i pokazałam mojemu bratu. Spojrzał na niego...
-To zaginiony „kamień ostrza”. Całe szczęście, że pokazałaś mi tą ranę. Po kilku dniach wyżarło by ci całą skórę, później mięśnie, a następnie kości- przytulił mnie.
-Musimy natychmiast iść do Cage'a- stwierdził Scorpion.
Mężczyzna złapał mnie za rękę. Sub-zero już się teleportował.
-Proszę, nie ukrywaj takich rzeczy przede mną. Możemy sobie zaufać, kochanie?- spojrzał na mnie.
-Możemy- odpowiedziałam.
-Kocham cię- pocałował mnie.
Przenieśliśmy się do Johnny'ego. Byliśmy w pomieszczeniu, w którym mnie uratowali. Przywitała nas dziewczyna.
-Taty nie ma. Jest na misji- powiedziała i zrobiłam balona z gumy do żucia.
Odsłoniłam twarz. Dziewczyna spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
-Mówi co coś „kamień ostrza”? Elizabeth upadła i uderzyła o niego głową- wytłumaczył jej Sub-zero.

Nagle poczułam ogromny ból w twarzy. Nie mogłam wytrzymać. Zaczęłam krzyczeć. Nigdy tak się nie czułam. Nie da się tego opisać...


Postaram się napisać dzisiaj jeszcze jeden rozdział, ale nie obiecuję. :3 Podoba się ? :D

piątek, 26 czerwca 2015

Zwykła rana... na pewno? (rozdział 14)

Mężczyzna z czarnymi włosami na czubku głowy związanymi w kucyk, dwiema parami rąk o jasnej karnacji wpatrywał się we mnie. Stałam jak wryta w ziemie. W tym momencie rzucił się w moją stronę uderzając mnie w brzuch. Przewróciłam się uderzając głową o kamień. Po mojej twarzy zaczął lecieć strumień krwi. Próbowałam go zamrozić, lecz on unikał każdego mojego ataku. Nagle brama uchyliła się. Goro zniknął w mroku lasu. Aby uniknąć pytań zakryłam krew włosami. W drzwiach stanął Scorpion. Podszedł do mnie i delikatnie włożył mi kolczyki do uszu. Wyczarowałam kawałek lody, żebym mogła się w nim przejrzeć. Były piękne. Sięgały do ramion. Na końcówkach były małe kuleczki z płatkiem śniegu w środku.
-Już nie wiem jak mam ci dziękować- spojrzałam mu w oczy.
-Twój uśmiech to najlepsze podziękowanie- odpowiedział i przytulił mnie.
-Wracamy?- spytał.
-Jasne, ale muszę iść na chwilkę do toalety- pobiegłam w stronę pomieszczenia.
Muszę zmyć tą krew. Stanęłam przed lustrem i odgarnęłam włosy. Rana wyglądała okropnie. Delikatnie umyłam zranione miejsce i zmyłam krew z twarzy. Na szczęście rana była pod włosami, więc nie była widoczna. Skierowałam się do pokoju Scorpion'a. Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Nie miałam ochoty już z nikim rozmawiać. Położyłam się na łóżku i usnęłam. Myślałam, że przez noc ból głowy zniknie. Myliłam się. Rano bolało jeszcze bardziej. Scorpion'a nie było w pomieszczeniu, więc udałam się do łazienki. Spoglądając w lustro od razu zauważyłam zranione miejsce. Dziura powiększała się. Musiałam zaczesać włosy delikatnie na twarz, żeby zasłaniały ranę. Przed łazienką czekał na mnie Sub-zero.
-Jak spałaś siostrzyczko?- spytał.
-Bardzo dobrze. Zapytałabym o to samo, lecz wiem, że ty nie sypiasz- odpowiedziałam uśmiechnięta.
Uśmiech niestety był wymuszony. Ten ból sprawiał, że nie miałam ochoty na jakąkolwiek rozmowę. Cały czas byłam zmęczona.
-Sub-zero mogę zdrzemnąć się w twoim łóżku?- spytałam.
-Jasne, zapraszam- odprowadził mnie pod drzwi pokoju.

Leżałam na łóżku. Nie mogłam zasnąć. Przez ten ból nie mogłam nawet myśleć. Zaczęłam szukać po szufladach środków przeciwbólowych. Szukałam dość dłuższy czas. W końcu znalazłam. Wzięłam trzy tabletki i położyłam się z powrotem do łóżka. Wreszcie zasnęłam. Ze snu wytrącił mnie ból w okolicach twarzy. Szybko pobiegłam do łazienki. W lustrze zobaczyłam to, czego nigdy nie chciałabym zobaczyć... 



Wiem, że późno, ale dzisiaj będzie jeszcze jeden. :3 POLSAT! :D 

czwartek, 25 czerwca 2015

Miłość zawsze zwycięża (rozdział 13)

Stałam nie wiedzą co zrobić. Ja jeszcze nie chcę. To dla mnie za wiele. Byłam taka szczęśliwa, a zarazem smutna. Jak mam mu powiedzieć, że nie dam rady?
-Muszę to przemyśleć- odpowiedziałam prawie płacząc.
Ale czy to był płacz szczęścia? A może smutku? Sama nie wiem.
Scorpion wstał i wyszedł. Stałam wryta w ziemię. Na pewno był to płacz smutku. Wyszłam z pomieszczenia. Skierowałam się do pokoju Sub-zero. Stanęłam w drzwiach. Czytał książkę. Był taki szczęśliwy. Dlaczego miałam to zniszczyć? Poszłam do wyjścia. Ogromna brama. Delikatnie ją uchyliłam. Las. Wszędzie las. Nie mam innego wyboru. Weszłam w mrok. Niekończący się mrok. Szłam zastanawiając się co zrobić. Czy powinnam się zgodzić? Odmówić? Przecież kocham go nad życie. Muszę wrócić i powiedzieć mu, że się zgadzam. Jednak... jak mam wrócić? Zgubiłam się. Wiem! Wyczarowałam pod sobą słup lodu, który uniósł mnie ponad las. Z oddali zobaczyłam świątynię. Zrobiłam most kończący się przy bramie. W pewnym momencie poślizgnęłam się. Po chwili znalazłam się po drugiej stronie mostu. Odwrócona zatrzymałam się o czyjeś nogi. Odgarnęłam włosy z twarzy i spojrzałam za siebie. To był Scorpion.
-Elizabeth, co się stało?- spytał przerażony i pomógł mi wstać.
-Spacerowałam w lesie i zastanawiałam się co zrobić.
-Proszę, nie chodź tam nigdy więcej. Jest tam bardzo niebezpiecznie. Żyje tam Goro. Zrób to dla mnie- złapał mnie za rękę.
-Przemyślałam to wszystko. Chcę być z tobą. Zgadzam się- przytuliłam się do Scorpion'a.
On włożył mi na palec piękny pierścionek.

-Tak bardzo tego pragnąłem. Marzyłem o tym od początku. Kocham cię- pocałował mnie.
-Poczekaj tu dobrze. Mam coś dla ciebie- dodał i pobiegł do świątyni.

Nagle coś poruszyło się w krzakach. Gwałtownie się odwróciłam. Zobaczyłam tylko parę świecących oczu. W pewnym momencie coś wyskoczyło z mroku. To był Goro.


Kolejny rozdział na dziś. :3 Co zrobi Elizabeth? Piszcie :D

Jak mogłam zapomnieć? (rozdział 12)

Gdzie oni są? Bałam się. Wpierw poszłam do kuchni. Nikogo nie było. Następnie udałam się do głównej sali. Było bardzo ciemno. Zapaliłam światło. Wszędzie były kolorowe balony, na suficie wysiał napis „Wszystkiego najlepszego Elizabeth”, a na stolę leżały dwa prezenty. Wśród tego wszystkiego stał Sub-zero i Scorpion.
-Wszystkiego najlepszego Elizabeth!- krzyknęli.
Zaniemówiłam. Mój brat podbiegł do mnie i uściskał mnie.
-Zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń i wszystkiego co tylko sobie zapragniesz- złożył mi życzenia.
Dalej nie wiedziałam o co chodzi. Podszedł Scorpion i mnie pocałował.
-Dzisiaj twoje urodziny. Wiesz, że cię kocham. Życzę ci wszystkiego co zechcesz tylko, żebyś była szczęśliwa- przytulił mnie.
Dzisiaj są moje urodziny? Faktycznie... 16 maj. Jak mogłam zapomnieć?
-Eli, chodźmy zobaczyć prezenty – zaproponował szczęśliwy Sub-zero.
Pobiegł po jedną paczkę i mi ją wręczył. W środku była róża. Czerwona, zamarznięta róża.

Prześliczna.
-Jest piękna. Dziękuję- popatrzyłam mu w oczy.
-Ja też mam coś dla ciebie- Scorpion dał mi paczkę.
Delikatnie otworzyłam. Była tam sukienka. Błękitna sukienka.

-Wow... dziękuję- przytuliłam go.
-To jest twój dzień. Spędź go jak chcesz. Ja muszę jechać na misję. Przepraszam- powiedział mój brat i się teleportował.
-Co chcesz dzisiaj robić- spytał mnie Scorpion.
-Spędzić cały dzień z tobą.
Poszliśmy do naszego pokoju. W pewnym momencie Scorpion uklęknął przede mną. Wyciągnął z kieszeni pudełeczko.

-Elizabeth, wyjdziesz za mnie?...


Rozdział troszkę krótki, ale dzisiaj będzie następny. :D Co odpowie Elizabeth ? :3 I am Polsat ! :D

środa, 24 czerwca 2015

Widziałam ich... (rozdział 11)

Przeniosłam się w jakieś dziwne miejsce. Wszędzie było ciemno. Nic nie widziałam. Nagle zobaczyłam światełko w tunelu. Czy mam do niego iść? Chyba nie mam innej opcji. Zaczęłam biec...Nagle znalazłam się w dziwnym miejscu. Jakby w chmurach. Przede mną stały dwie dusze.
-Mama? Tata?- spytałam z niedowierzaniem.
-Córeczko- wzruszyła się mama.
-Dlaczego umarliście? Dlaczego nie zostaliście ze mną?- mówiłam roztrzęsiona.
-Kochanie, już tak to jest... Inni umierają, a inny się rodzą- wytłumaczył mi tata.
-Ale wy byliście zdrowi, młodzi...
-Już nie tacy młodzi, skarbie- zaśmiała się mama.
-Wiemy, że już wszystko wiesz o swojej mocy- spojrzał na mnie tata.
-Wy... wiedzieliście?
-Oczywiście. Wiedzieliśmy o wszystkim... Sub-zero, Scorpion'ie...- zaczął ojciec.
-Właśnie... jak ci się układa ze Scorpion'em? Wiem, że to porządny mężczyzna. Wymarzony zięć- pochwaliła go mama.
-Mamuś... jest dobrze. Ale już nigdy go nie zobaczę... Przecież umarłam.
-Jesteś wspaniałą kobietą i nie zasłużyłaś na śmierć. Możesz wrócić, jeżeli tylko zechcesz- powiedziała.
-Chcę wrócić. Kocham was ponad życie- powiedziałam.
W tym momencie wróciłam do normalnego świata. Nade mną stały trzy osoby. Umięśniony mężczyzna z okularami przeciwsłonecznymi, kobieta z blond włosami związanymi w warkocz i Scorpion.
-Żyjesz- przytulił mnie mój chłopak i jakby płakał...
-Widziałam ich... widziałam- powiedziałam.
-To my zostawimy was samych. Chodź Sonya- rzekł mężczyzna i wyszedł z pomieszczenia z kobietą.
-Kogo widziałaś?- spytał Scorpion.
-Moich rodziców. Wiedzieli o mojej mocy. Wiedzieli wszystko...-rozpłakałam się.
-Elizabeth... spokojnie, nie płacz- pocieszał mnie.
-A tak w ogóle...Co się stało?-spytałam.
-Trucizna przedostała się do mózgu. Przestałaś oddychać. Johnny próbował cię uratować. Myśleliśmy, że umarłaś- pocałował mnie.
-Gdybyś umarła... nie wiem co bym zrobił. Jesteś moim całym światem. Moją lepszą połową. Nigdy mnie nie zostawaj. Nigdy. Kocham cię- dodał i złapał mnie za rękę.
-Możemy już wracać?- spytałam.
-Jasne. Pewnie Sub-zero umiera ze strachu o ciebie- złapał mnie delikatnie za rękę i znaleźliśmy się w świątyni.
-Pójdę do Sub-zero- chciałam wstać z łóżka.
-O nie, nie, moja droga. Ja pójdę do niego- rzekł i wyszedł z pokoju.
Po chwili wbiegł mój brat.
-Eli... żyjesz... kocham cię siostrzyczko- przytulił mnie.
-Też cię kocham braciszku. Przecież nic mi się nie stało. Zapomnijmy o tym- stwierdziłam.
-Jakie „zapomnijmy”? Teraz musisz wypoczywać. Zajmę się tobą- powiedział Scorpion.
-Nie jestem niepełnosprawna, żeby się mną zajmować- rzekłam, chociaż plecy bolały mnie piekielnie.
-Tak czy siak będę się tobą zajmować.
-Dobra to ja was zostawiam- mój brat wyszedł.
Scorpion usiadł obok mnie.
-Elizabeth, sama sobie nie poradzisz. Proszę, pozwól mi się tobą zająć.
-Dobrze. Kocham cię- zgodziłam się.
-Ja ciebie też- odpowiedział i pocałował mnie w czoło.
-Dzisiaj bardzo dużo się wydarzyło. Odpocznij- powiedział i zaniósł mnie na łóżko,jak zawsze. Położył się obok mnie i zasnęłam. Gdy się obudziłam nie było go. Stwierdziłam, iż pójdę do mojego brata. Weszłam do jego pokoju. Jego też nie było. O co tutaj chodzi? Gdzie oni są? Czy mnie zostawili? Co mam teraz zrobić?... 



Polsat tak bardzo. ;_; Dla osób, które pilnują mojego bloga jest rozdział :D Jak myślicie... dlaczego nie ma Sub-zero i Scorpion'a ? ;3 Piszcie ! :D

Ciemność (rozdział 10)

Zobaczyłam piękny, lodowy las.
-Tu jest... cudownie- powiedziałam zachwycona.
-Gdy spałaś, szukałem miejsca, które może ci się spodobać- złapał mnie za rękę.
Spacerowaliśmy oglądając śliczne widoki. Było bardzo spokojnie. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Jednak coś zagłuszyło ciszę. Była to kobieta.

Kobieta z armią jej ludzkich sług. Schowaliśmy się za krzakiem.
-Kim ona jest?-spytałam cicho Scorpion'a.
-To Kitana. Przywódczyni ludzkiej armii. Jeden z naszych głównych wrogów- szepnął.
Nagle wziął kamień i rzucił go w drugą stronę. Kitana wydała rozkaz swojej armii, aby przeszukali las. Gdy kobieta została sama Scorpion wszedł z krzaków.
-Kitano... zostałaś sama. Już nikt cię nie usłyszy- rzekł.
-Jestem od ciebie silniejsza. Od ciebie i tej twojej kochanki- powiedziała i wskazała na krzaki, w których się ukrywałam.
Nie jestem słaba. Pokażę jej na co mnie stać. Wyszłam. Stanęłam przed nią i chciałam rzucić w nią kulą lodu. Ona jednakże uniknęła mojego ataku.
-Myślisz, że byle kuleczka może mnie pokonać?- roześmiała się.
-Elizabeth, proszę, zostaw ją- rzekł łapiąc mnie za bark.
Kitana nie dawała za wygraną. Wyciągnęła swój najostrzejszy wachlarz i rzuciła nim w moje plecy. Poczułam ogromny ból. Upadłam na ziemię. Scorpion oszalał. Cały zapłonął i pobiegł do kobiety. Wpierw urwał jej kończyny.
-Nie waż się jej tknąć- rzekł i zmiażdżył jej czaszkę.
Mężczyzna wrócił do mnie.
-Elizabeth, zaraz przestanie boleć. Zaufaj mi- wziął mnie na ręce i otarł łzę, która spływała mi po policzku. Teleportował się, lecz nie zabrał mnie do świątyni. Byliśmy w pomieszczeniu pełnym mechanizmów.
-Gdzie my jesteśmy?- spytałam resztkami sił.
-Jesteśmy u Cage'a. To nowoczesna pracownia. Tutaj cię wyleczą- odpowiedział i pocałował mnie w czoło.
Czułam się coraz gorzej. Bolało coraz mocniej. Jakby wszystkie moje wnętrzności umierały.
-Witaj Scorpion'ie. Co cię tu sprowadza?- spytał umięśniony mężczyzna.
-Elizabeth dostała wachlarzem Kitany- położył mnie na stolę.
Mężczyzna obejrzał zranione miejsce.
-Ten wachlarz był zatruty. Trzeba...
Już nic nie słyszałam. Ból zniknął. Ciemność. Jedynie ciemność.


Dzięki za przeczytanie. :D Oby rozdział się spodobał, bo dość długo nad nim siedziałam :>. Pozdrawiam Mateusza Ch., Mateusza M. i Filipa K :3 Jak myślicie.... co oznacza ta ciemność ? :3


Romantycznie (rozdział 9)

Poczułam się wspaniale. Ten pocałunek był taki... romantyczny, delikatny. Wymarzony pierwszy pocałunek.
-Elizabeth. Zostanę z tobą całe życie, nie obejrzę się za inną kobietą, będę cię kochał tak jak teraz, ponieważ już mocniej się nie da, będę cię bronił przed wszystkim i wszystkimi. Tylko obiecaj, że będziesz mnie kochać- powiedział patrząc mi w oczy.
-Kocham cię i będę kochała całe życie- obiecałam.
Scorpion mnie przytulił. W pewnym momencie podszedł do odtwarzacza muzyki i puścił wolną muzykę. Zaczęliśmy tańczyć patrząc sobie w oczy. Było tak romantycznie... Po 2 godzinach poczułam zmęczenie, co od razu zauważył mężczyzna.
-Wiedzę, że jesteś zmęczona. Pójdziemy spać?- spytał.
-Chętnie się zdrzemnę- odpowiedziałam.
Scorpion zaniósł mnie na rękach na łóżku. Zasnęłam wtulając się w mojego chłopaka. Obudziłam się, a przede mną stał stół z pięknie przygotowanym śniadaniem.
-Dzień dobry księżniczko- przywitał się Scorpion.
-Cześć- odpowiedziałam.
-Jesteś głodna?- spytał.
-Patrząc na te naleśniki... Tak, jestem bardzo głodna- powiedziałam uśmiechając się.
-To smacznego kochanie- powiedział i usiadł na łóżku, obok mnie.
-Mam dzisiaj dla ciebie niespodziankę, ale to dopiero wieczorem- powiedział i mnie pocałował.
-Jesteś taki kochany. Dlaczego wybrałeś właśnie mnie?- spytałam.
-Jak cię zobaczyłem, wiedziałem, że to ty jesteś tą jedyną. Nie można kochać mocniej, niż ja kocham ciebie- odpowiedział i złapał mnie za rękę.
Nagle wszedł Sub-zero.
-Eli, możesz pójść ze mną na chwilkę?- spytał mnie mój brat.
-Jasne- odpowiedziałam.
-Zaraz wrócę- szepnęłam do Scorpion'a.
Poszliśmy do pokoju Sub-zero.
-Nie wiem, czy ci się spodoba,ale proszę...- powiedział i dał mi piękny naszyjnik.

-Jest cudowny. Dziękuję- odpowiedziałam zachwycona prezentem i rzuciłam mu się na szyję.
-Wracaj do swojego ukochanego- powiedział i pocałował mnie w czoło.
Wracając założyłam piękny prezent. Weszłam do pomieszczenia.
-Musimy już się teleportować. Muszę pokazać ci moją niespodziankę- powiedział i podał mi rękę.

To co zobaczyłam przerosło moje oczekiwania...


Tamten dziewiąty rozdział to był niewypał, więc stwierdziłam, że napiszę taki. :D Pozdrawiam ludzi pilnujących internet o 00:40 :3 . Jak myślicie: co zobaczy Elizabeth ? :]

wtorek, 23 czerwca 2015

Ja tego nie chciałam... (rozdział 8)

Nie wiedziałam co powiedzieć... Scorpion złapał mnie za dłonie i spojrzał mi w oczy.
-Powiedz mi... co do mnie czujesz?-spytał.
Co ja miałam odpowiedzieć? „Kocham cię”? Pomyśli, że jestem łatwa... Byłam rozdarta. Łza płynęła mi po policzku. Wybiegłam z pokoju do sali Sub-zero. Wbiegłam do pomieszczenia i przytuliłam się do mojego brata. On pogłaskał mnie po głowię. Nagle wbiegł Scorpion.
-Co jej zrobiłeś?!-spytał wściekły Sub-zero.
-Nic. Ja tylko chciałem...- mówił.
-Co chciałeś?!- krzyknął i zaczął zbliżać się do Scorpion'a z ogromną nienawiścią.
-Kocham ją! Jest dla mnie całym światem! Chciałem wiedzieć co do mnie czuje- powiedział Scorpion.
Chciałam ich rozdzielić, ale nie wiedziałam jak.
-Przestańcie się kłócić!- krzyknęłam, złapałam Sub-zero za rękę i pociągnęłam go do tyłu. Mój brat był taki wściekły, że rzucił we mnie kulą lodu. Poleciałam do tyłu i uderzyłam głową w ścianę. Od razu Sub-zero podbiegł do mnie i delikatnie dotknął mojej twarzy.
-Eli... ja... ja nie chciałem. Poniosło mnie. Wybacz mi- mówił roztrzęsiony.
Nagle coś zaczęło się ze mną dziać. Zaczęło mnie unosić.
-Transformacja...- powiedział Scorpion.
-Ja nie chcę!- krzyknęłam.
Nie byłam jeszcze gotowa. Zaczęłam się wyrywać. Zrobiłam wokół siebie lodową tarczę, ale od razu pękła.
-Eli! Nie walcz z tym- powiedział mój brat.
W tym momencie jakieś dziwne łańcuchy oplątały moje dłonie i nogi. Próbowałam je zamrozić i się zerwać, ale się nie dało. Nagle ogromny błysk mnie oślepił. Wylądowałam na podłodze. Miałam czarne włosy z zamarzniętymi końcówkami, usta były niebieskofioletowe, na szyi zamarznięty łańcuch, top był czarny, ale od dołu zamarznięty, krótkie spodenki tak samo, bądź łączyły się z topem za pomocą zamarzniętych łańcuchów, w pasie miałam chustę z lodu, na ręce miałam zamarznięty łańcuch, a na drugiej czarną rękawiczkę od palców zamarzniętą, dłonie i stopy też były zamarznięte.
(Dla ludzi, którzy nie mogą sobie tego wyobrazić rysunek wykonany w 3 minuty xd)

Scorpion podbiegł do mnie, wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego pokoju. Położył mnie na łóżku, ponieważ byłam osłabiona.
-Jesteś piękna- powiedział i spojrzał mi w oczy.
-Kocham cię- odpowiedziałam.
Mężczyzna był bardzo szczęśliwy. Dotknął mojego policzka i bardzo delikatnie mnie pocałował...



Dużo osób pewnie czekało na pocałunek, transformację i wyznanie miłości przez Elizabeth. :D Pozdrawiam Kubę, Kingę M, Juliannę, Angelikę i Paulinę ;* Chce ktoś dzisiaj jeszcze jeden rozdział ? ;3  

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Miłość? (rozdział 7)

Obudziłam się w jakiejś jaskini. Było ochydnie. Byłam przykuta łańcuchami, które sięgały aż do sufitu. Na szczęście tylko ręce. Nagle weszła dziewczyna w różowym stroju i maską na ustach.
-Elizabeth Swain... myślałam, że jesteś bardziej przebojowa, a nie taka sztywna...- zaczęła.
-Masz coś w sobie skoro Scorpion się tobą zainteresował... Właśnie... pewnie zastawiasz się czemu tu jesteś. Chcę cię przyłączyć do mojej armii, która walczy przeciwko Scorpion'owi i Sub-zero- powiedziała.
-Nigdy- krzyknęłam.
-Ale ja nie mówiłam, że masz wybór- zaśmiała się.
-Wypuść mnie!
-W moich zębach płynie trucizna, którą cię zarażę i będziesz już na zawsze w mojej armii- rzekła.
Zdjęła maskę...

-Przygotuj się... może trochę zaboleć- szepnęła i zbliżyła twarz do mojej szyi. Kiedy już miała mnie ugryźć pojawił się Scorpion. Rzucił kulą ognia w dziewczynę, a on upadła na podłogę.
-Mileena! Jeszcze raz ją tkniesz a pożałujesz...- powiedział mężczyzna.
Wtedy Mileena wstała i przejechała mi swoim długim językiem po twarzy i zaczęła się śmiać.
W oczach Scorpion'a pojawił się ogień... Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie... Podbiegł do niej i oderwał jej głowę, a ciało rozerwał na dwie części... Jak to zobaczyłam zrobiło mi się słabo. Po skończeniu z Mileeną Scorpion wziął mnie na ręce i teleportowaliśmy się do świątyni. Byłam zrozpaczona tym co zobaczyłam... w jak brutalny sposób się zabijają... Mężczyzna mocno mnie przytulił.
-Nigdy więcej mi tego nie rób Elizabeth- powiedział.
Nic nie odpowiedziałam tylko się w niego wtuliłam.
-Tęskniłem... tak bardzo tęskniłem... - mówił.
-Ja też tęskniłam...- powiedziałam.
-Elizabeth, kocham cię...



Cieszycie się, że Scorpion wyznał miłość Elizabeth? A jak myślicie... co powie Elizabeth? Następny rozdział jutro chyba, że ktoś by chciał dzisiaj? ;3 

Co się stało?... (rozdział 6)

Nie mogłam usnąć, więc stwierdziłam, że przejdę się po świątyni. Najpierw weszłam do głównej sali, później do łazienek i w ten sposób zwiedziłam całą świątynię. Jednak wcale nie byłam zmęczona. Może Sub-zero też nie śpi? Poszłam do jego pokoju i po cichu weszłam do środka.
-O! Cześć Eli. Czemu nie śpisz?- przywitał się.
-Nie mogę zasnąć- powiedziałam.
-Usiądź obok mnie- zaproponował.
-Powiedz mi... co łączy cię ze Scorpion'em?-spytał
-Przyjaźń, a co?-powiedziałam.
-Tylko się o ciebie martwię. Jestem twoim bratem, więc mam do tego całkowite prawo. Wręcz jest to mój obowiązek- odpowiedział i się uśmiechnął.
-Dziękuję, ale naprawdę nie masz o co.
-To się cieszę. Chcesz dzisiaj u mnie spać? Łatwiej jest zasnąć z kimś- powiedział.
-Chętnie- odpowiedziałam i się uśmiechnęłam.
Położyłam się w łóżku z moim bratem. Po jakichś 30 minutach wreszcie usnęłam. Obudziłam się, a Sub-zero siedział na sofie i czytał książkę.
-Dzień dobry- przywitał się ze mną.
-Hej.
-Mam pytanie... chodzisz spać?-spytałam.
-Nie, ja nie potrzebuję snu- odpowiedział.
Wstałam i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Jutro Scorpion już wróci. Nie wiem dlaczego, ale brakuje mi go. Wyszłam z łazienki i skierowałam się w stronę kuchni, bo byłam bardzo głodna.
-Może ja ci coś zrobię do jedzenia?- zaproponował mój brat.
-Nie ma potrzeby. Sama mogę sobie zrobić- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Będę nalegał- powiedział, objął mnie w pasie i przeniósł na drugą stronę kuchni.
-Ale ty jesteś uparty- podsumowałam.
Sub-zero wziął talerz z kanapkami i położył na stolę. Usiadłam i skosztowałam mojego śniadania.
-Mmm... jest naprawdę dobre- powiedziałam.
-Dzięki. Dzisiaj, także musimy iść na trening.
-Nie mam nic przeciwko- odpowiedziałam.
Zjadłam śniadanie i stałam od stołu.
-Brakuje ci go?-spytał mnie mój brat.
-Trochę- odpowiedziałam cicho.
-Jutro wróci, więc się nie martw. Myślę, że jeszcze kilka treningów i wreszcie będziesz miała transformację- pocieszył mnie.
-Oby jak najszybciej- powiedziałam.
-Idziemy na trening?- dodałam.
-Jasne.
Trenowałam już z cztery godziny.
-Będziesz jeszcze długo ćwiczyć?- spytał mnie.
-Jeszcze trochę, przyjdź po mnie za jakieś trzy godziny.
-3 godziny?! -spytał zszokowany.
-Proszę- powiedziałam, a Sub-zero teleportował się.
Ćwiczyłam i ćwiczyłam. Kiedy stanęłam, żeby odpocząć coś albo ktoś uderzył mnie czymś ciężkim w głowę i straciłam przytomność. Obudziłam się w strasznym miejscu ...



Mam dylemat... napisać jeszcze jeden rozdział ? ;3 

Kłótnia (rozdział 5)

Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam Sub-zero kłócącego się ze Scoprion'em. Na szczęście nie widzieli, że się obudziłam, więc udawałam, że śpię.
-Scorpionie! Musisz pojechać- powiedział mój brat.
-Nie. Nie zostawię jej samej, ponieważ...- nie dokończył.
-Ponieważ?- spytał Sub-zero.
-Po prostu nie jadę i już!-krzyknął Scorpion tak, że się przestraszyłam i otworzyłam oczy.
-Elizabeth... przepraszam, nie chciałem cię obudzić- przeprosił mnie.
-Sub-zero... wyjdź- dodał.
Mój brat uśmiechnął się do mnie i wyszedł. Scorpion położył się obok mnie.
-Gdzie nie chcesz jechać?-spytałam.
-Na misję dwudniową. Nie chcę cię zostawić -odpowiedział.
-Zapewne jesteś tam potrzebny. Jedź, zrób to dla mnie.
-Proszę cię, jesteś dla mnie ważniejsza niż jakaś tam wojna- powiedział, a ja się zarumieniłam.
-To ja cię proszę. Jeśli nie dla mnie to dla swoich kolegów.
-Nie i kropka!-uparł się mężczyzna.
-Dlaczego masz mnie na pierwszym miejscu?! Jesteś mistrzem walki i właśnie walka powinna być pierwsza, a nie jakaś dziewczyna, która nie potrafi się odezwać i nie umie się bić! Zastanów się- krzyknęłam i wyszłam z pokoju.
Mężczyzna pobiegł za mną. Złapał mnie za dłoń.
-Jesteś wspaniałą dziewczyną i nie masz prawa tak o sobie mówić. Zrozum ja cię... -powiedział.
-Co ty?-powiedziałam spokojna patrząc się mu w oczy.
-Nie ważne... Dobrze pojadę na misję -powiedział smutno.
Nic nie odpowiedziałam tylko się do niego przytuliłam.
-Idź do Sub-zero i powiedz mu, że jedziesz- zaproponowałam.
-Dobrze. Pójdziesz ze mną?-spytał.
-Jasne- odpowiedziałam.
Skierowaliśmy się do pokoju mojego brata. Scorpion otworzył mi drzwi i wszedł zaraz za mną.
-Sub-zero, jadę na misję- powiedział.
-Zmądrzałeś. Już na ciebie czekają. Teleportuj się- powiedział z ulgą mój brat.
-Elizabeth, wrócę za 2 dni. Śpij w moim pokoju. Będę cały czas o tobie myślał- powiedział i teleportował się.
-Eli, dobrze, że jesteś. Musimy iść na trening.
Wiedziałam, że musimy się teleportować, więc dotknęłam barku mojego brata. Ćwiczyliśmy przez dobre 3 godziny. Wróciliśmy do świątyni, a ja poszłam do sali Scorpion'a. Tylko jedno pytanie chodziło mi po głowię: Co Scorpion miał na myśli mówiąc „Ja cię...”? Nie powinnam się tym zamartwiać. Lepiej pójdę spać... Położyłam się na łóżku i jakoś dziwnie brakowało mi Scorpion'a...


Dzisiaj będą trzy albo cztery rozdziały! :D Mam nadzieję, że ten się spodobał. Zaraz będzie następny :3 A wy jak myślicie:  Co Scorpion miał na myśli mówiąc „Ja cię...”? Hmmm...? :]


niedziela, 21 czerwca 2015

Nie wierzę... (rozdział 4)

-Twoi rodzice, u których mieszkałaś... nie żyją... mieli wypadek samochodowy...- powiedział Sub-zero smutny.
Momentalnie łzy napłynęły mi do oczu. Wszystkie wspomnienia związane z nimi przetoczyły mi się przed oczami. Łzy spływały mi po policzkach bez przerwy. Zasłoniłam twarz dłońmi. Sub-zero usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.
-Eli... Ciii...-szepnął przytulając mnie.
W tym momencie potrzebowałam bliskiej osoby jak nigdy. Wtuliłam się w mojego brata.
-Scorpionie... możesz zrobić Elizabeth herbatę?-spytał Sub-zero.
-Oczywiście- odpowiedział.
-Dlaczego?- szepnęłam łamiącym się głosem przez łzy.
-To był wypadek... Mogło się to zdarzyć każdemu.
-To dlaczego moim rodzicom?- spytałam
-Spokojnie...- uspokajał mnie.
Pogłaskał mnie po głowie. Po chwili wszedł Scorpion. Odkleiłam się od Sub-zero.
-Proszę- powiedział Scorpion podając mi herbatę.
Spojrzałam mu prosto w oczy i wzięłam łyk napoju. Nagle bransoleta mojego brata zapikała.
-Eli... muszę iść na misję. Scorpionie, mógłbyś się zająć Elizabeth?-spytał.
-Z przyjemnością- odpowiedział.
Sub-zero teleportował się i zostałam sama ze Scoprionem. Łzy cały czas spływały mi po policzkach. Widząc to mężczyzna mnie przytulił. Poczułam się bardzo bezpiecznie w jego ramionach.
-Moja mama miała piękne czarne włosy- szepnęłam wspominając ją.
Scorpion nic nie powiedział tylko pogłaskał mnie po plecach.
-Pewnie jesteś zmęczona. Połóż się w moim łóżku- zaproponował.
-Nie chcę być problemem. Mogę położyć się na korytarzu, na podłodze- powiedziałam.
-Ani się waż. Nie pozwolę ci- zabronił mi.
-Położysz się obok mnie. Dobrze?- dodał.
-Dobrze- potwierdziłam.
Poszłam do łazienki przebrać się w pidżamę, ale chwila... nie miałam pidżamy.
-Ym... bo trochę głupia sprawa... nie mam tutaj pidżamy... masz może jakąś starą bluzkę?- spytałam nieśmiało.
-Co to jest „pidżama”? - spytał zaciekawiony.
-To takie ubranie, które ludzie zakładają do snu- wytłumaczyłam i uśmiechnęłam się.
-A... jasne! Coś ci znajdę- powiedział uśmiechnęty.
Wstał i otworzył szafę, w której było pełno zbroi.
Wziął najpiękniejszą, najnowszą i wyjął z niej czarną bluzkę. Odwiesił zbroję i zamknął szafę.
-Może być taka?- spytał podając mi nowiutką bluzkę.
-Ale... ja nie mogę jej wziąć. Jest to część twojej najpiękniejszej zbroi- powiedziałam.
-Bardzo cię proszę- powiedział i się uśmiechnął.
-Dobrze- odpowiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.
Poszłam do łazienki i przebrałam się. Przeczesałam szczotką włosy i umyłam zęby. Po skończeniu tych czynności wyszłam z pomieszczenia. Scorpion popatrzył na mnie z pożądaniem. On już leżał na łóżku, więc położyłam się obok niego.
-Ja nie sypiam. Będę cię pilnował- powiedział.
-Sub-zero wie, że nie potrzebujesz snu?- spytałam.
-Nie. Wystarczy, że zamknę oczy i już myśli, że śpię- powiedział i się zaśmiał.
-Dobranoc, dobrych snów- powiedział Scorpion.
-Dziękuję- odpowiedziałam.
Ta noc była wyjątkowo zimna. Akurat gdy jest mi zimno muszę zgrzytać zębami.
-Zimno ci? - spytał mnie mężczyzna.
-Trochę- odpowiedziałam zgrzytając zębami.
-Przytul się do mnie- zaproponował.
Przysunęłam się do Scorpiona i przytuliłam się do jego klatki piersiowej. Był bardzo ciepły, dlatego całkowicie mnie ogrzał. Wreszcie zasnęłam. Jednak w pokoju coś rozbłysło. Udawałam, że śpię, ale na szczęście był to Sub-zero. Oboje udawaliśmy, że śpimy. Mój brat pocałował mnie w czoło, powiedział „Śpij dobrze siostro” i wyszedł z pokoju. Byłam taka zmęczona, że znowu zasnęłam. Jednak budząc się zobaczyłam coś strasznego....



Podoba się? ;3 Jak myślicie : Scorpion i Elizabeth będą razem? Czy Sub-zero zaakceptowałby ich związek? Ale co najważniejsze... Co zobaczyła Elizabeth jak się obudziła? ;] Piszcie swoje propozycje :> 

"Strach ma wielkie oczy" (rozdział 3)

-Dobra! To zaczynajmy- powiedział Scorpion i uśmiechnął się do mnie.
Nie wiem czemu, ale gdy odwzajemniłam uśmiech pojawiły mi się rumieńce na twarzy... w sumie chyba nie do wszystkich mistrz walki się uśmiecha. Przebiegł po stojącej kukle tak, że ona cały czas stała i podczas lotu kopnął ją w podbródek.
-Ale... ja tak nie potrafię...- powiedziałam nieśmiało.
-Spokojnie. Nauczę cię. Na pewno ci się uda- powiedział i dotknął mojego ramienia.
Złapał mnie delikatnie w pasie. Podczas przebiegania pomagał mi właśnie w ten sposób.
-Dajmy sobie spokój. I tak tego nie zrobię- powiedziałam zrezygnowana i odeszłam od kukły. Scorpion od razu do mnie podbiegł. Stanął przede mną i dotknął mojego policzka.
-Elizabeth, idzie ci naprawdę wspaniale. Proszę spróbuj jeszcze raz- pocieszył mnie.
-Dobrze- odpowiedziałam i wróciliśmy do treningu.
Po kilkunastu próbach wreszcie mi się udało z pomocą Scorpion'a.
-Na dzisiaj tyle wystarczy- oznajmił.
-Zgadzam się- powiedziałam.
-Może chcesz pójść ze mną do świątyni? Pokażę ci moją sale- spytał.
-Jeśli to nie problem...
-Żaden problem! To jak idziemy?- potwierdził.
-Ok to chodźmy- powiedziałam.
-Złap mnie za rękę.
Tym razem teleportowałam się ze Scorpion'em. Od razu byliśmy w jego sali.
-Usiądź- powiedział wskazując na piękną, czerwoną sofę.
Usiadł obok mnie.
-Opowiedz mi coś o sobie- zaproponował.
-Nazywam się Elizabeth Swain. Do niedawna Kinga Swain. Mieszkam sama. Swoją moc odkryłam w wieku 11 lat. Nikomu o niej nie mówiłam. Mam 19 lat. Jestem raczej nieśmiałą osobą. Myślałam, że to co potrawie robić z lodem i mrozem to nic specjalnego i w sumie do teraz tak myślę- powiedziałam.
-To ogromny dar. Pamiętam mały urywek z twoich narodzin. Byłaś cała w lodzie. Wszyscy myśleli, że nie żyjesz, gdy lód spadł i zaczęłaś płakać- opowiedział i się uśmiechnął.
Odwzajemniłam uśmiech delikatnie się rumieniąc.
-Właśnie... chciałem ci to powiedzieć... jesteś najpiękniejszą istotą jaką w życiu widziałem. Masz piękne oczy i cudowny uśmiech- skomplementował mnie.
-Dziękuję- powiedziałam zawstydzona.
-Pewnie każdy ci to mówi i słyszałaś to już z milion razy.
-Wręcz przeciwnie. Jeszcze nikt mi tego nie powiedział- odpowiedziałam.
-Żartujesz? Jesteś tak wspaniała, że każdy mężczyzna się za tobą ogląda.
-Nie... Raczej nie...- potwierdziłam.
Patrzyliśmy sobie w oczy. Było tak wspaniale... Nagle wszedł mój brat.
-Eli! Tyle czasu cię szukałem! Mam dla ciebie złą wiadomość......





Dzięki za przeczytanie :3 Rozdział będzie jutro chyba, że ktoś chce na dzisiaj to nie ma problemu :D